Kategorie
Współpraca

Misjonarze z Dywanowa. Polski Szwejk na misjiw Iraku cz.I PINKY, czyli nowicjusz
QRCode do książki Misjonarze z Dywanowa. Polski Szwejk na misjiw Iraku cz.I PINKY, czyli nowicjusz

Misjonarze z Dywanowa. Polski Szwejk na misjiw Iraku cz.I PINKY, czyli nowicjusz

Władysław Zdanowicz
wydawnictwo: Księgarnia Zdanowicz
ISBN: 9788392523208
Kod/EAN: 9788392523208
nr. katalogowy: 55200
format: B5
wysyłka: Brak na stanie
kategoria: historia

Ocena czytelników:  

31.41
*cena z VAT
*przy zakupie internetowym
34.9

Poinformuj znajomego wyślij wiadomość

Część pierwsza Pinky, czyli nowicjusz
Od dłuższego już czasu poszukiwałem wszelkich materiałów, które mogłyby mi przybliżyć rzeczywistość misji stabilizacyjnej z udziałem Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Iraku. Czytając kolejne artykuły, książki i opracowania naukowe ciągle nie mogłem natrafić na jej obraz widziany oczami zwykłego żołnierza, bezpośredniego uczestnika, który oddawałby codzienny trud, problemy, ale i radości, jakie na pewno przeżywał. Zwykle bowiem można było zapoznać się z ogólnym opisem sytuacji dokonywanym z perspektywy oficerów, aż nadto poprawny politycznie lub poznać skrajny wizerunek misji, jaki chociażby prezentuje cykl reportaży pt. Orły na piasku. Do czasu przeczytania książki Władysława Zdanowicza jedynie artykuły w magazynach wojskowych zamieszczały relacje, które wnosiły to wyczekiwane przeze mnie spojrzenie.
Na swoje szczęście od dłuższego już czasu jestem stałym czytelnikiem Niezależnego Forum o Wojsku, na którym pewnego zimowego dnia pojawił się fragment powieści Misjonarze z Dywanowa. Z szybkością na jaką pozwalają światłowody znalazł się on na moim komputerze, a ponieważ wybierałem się właśnie w podróż pociągiem uznałem, że będę miał zapewnioną lekturę. O resztę zatroszczyła się już drukarka. Ruszyliśmy razem - i ja i pociąg. Podczas gdy on przemierzał kolejne kilometry doskonale znanej mi trasy, ja podróżowałem po zupełnie obcym mi świecie jednostek wojskowych, w którym poznałem pierwszych bohaterów książki Zdanowicza. Sierżanta, który mimo swego stopnia, był jedną z najważniejszych osób w jednostce, plutonowego, który mógłby być wzorem dla wszystkich żołnierzy zawodowych, a wreszcie niejakiego Piotra Leńczyka, który tylko przez kaprys losu nosił to samo nazwisko, co ów wyśmienity wojskowy. Jak się później okazało nie był to jedyny kaprys, jaki los mu sprawił. To bowiem z nim wędrujemy w dalszej części książki do polskiego obozu w Iraku, gdzie poznajemy tajemnice nowego, tak różnego od znanego nam świata. Jest on przepełniony ciekawymi postaciami, które prezentują wszelkie typy i osobowości, jakie można spotkać w polskiej armii. Mamy zatem prawdziwych zawodowców, znających się na swoim fachu, na których opiera się funkcjonowanie całej bazy i wykonywanie zadań przez nasz kontyngent. Widzimy służbistów, dla których liczą się jedynie awanse i święty spokój, który nie narazi ich na konieczność zrobienia czegoś, co mogłoby naruszyć umiłowane status quo. Kombinatorów, którzy pragną zarobić na swoim pobycie na misji, nawet kosztem bezpieczeństwa swoich kolegów. Młodych karierowiczów prących po kolejne gwiazdki i belki, w którym to pędzie zagubili wartości i zapomnieli, że potrzebne są im też umiejętności. Możemy odczuć atmosferę namiotów i kontenerów, w których śpią i odpoczywają, konwojów i patroli, na które jeżdżą, poczuć zagrożenie, które towarzyszy wypełnianym obowiązkom, ale i to, które powstało na skutek zaniedbań przełożonych i w kraju i na misji. A gdyby komuś jeszcze było mało, to może odwiedzić również miejscową ludność, poznać jej specyficzne podejście do obcych przybyszów, zarówno wrogie, jak i przyjazne, bo Zdanowicz nie generalizuje, nie przekazuje czytelnikowi jedynie słusznych wniosków i opinii, a pozostawia miejsce na dokonanie własnego rachunku. Posługuje się przy tym barwnym i naturalnym językiem, który nie razi nawet kogoś, kto w codziennym życiu nie ma w zasadzie do czynienia z przekleństwami. Autor wkłada je bowiem w usta swoich bohaterów nie dla zwykłego efektu, lecz celem zachowania naturalności ich zachowań i robi to na tyle biegle, że nie można mieć o to pretensji. Narracja jest dynamiczna, swobodna, a pochłanianie kolejnych stron tekstu nie jest utrudnione pewnymi drobnymi potknięciami językowymi. Nie mamy bowiem do czynienia z zawodowym pisarzem, a z osobą, która ma do tego wrodzony talent, jednak jak sądzę dotychczas rzadko wykorzystywany.
Spojrzałem na zegarek, pozostało mi 30 minut jazdy, a jeszcze tyle stron przede mną. W szybie ujrzałem swoją uśmiechniętą twarz, bowiem tylko siła woli hamowała mnie przed głośnymi wybuchami radości, wszak towarzystwo w wagonie mogłoby tego nie zrozumieć. Czytałem więc dalej, ale nie szybciej, bo nie mogłem sobie pozwolić na to, by umknęło mi jakieś zdanie, także i to, które skłaniało do chwili zadumy i zastanowienia nad kreślonymi przez Zdanowicza obrazami trudu i wspaniałej służby, ale i niekompetencji i braku zrozumienia dla potrzeb żołnierzy na polu walki, jakim faktycznie był i jest Irak. Autor ukazuje to bez niepotrzebnego patosu, nie szuka też poklasku poprzez wzbudzanie taniej sensacji. Dzięki niemu człowiek taki jak ja, tak odległy od wojskowej rzeczywistości, może ją poczuć na własnej skórze. Jest to w mojej ocenie największy atut powieści. Ci zaś, którym służba nie jest obca, odnajdą w niej zapewne postaci, których zachowania będą im przypominały wiele doskonale znanych osób. Będą mogli śmiać się z siebie i z kolegów, ale i zastanowić nad misją, jaką podjęli z chwilą wstąpienia do Wojska Polskiego. Zapewne zrozumieją również przesłanie Zdanowicza, który podkreśla, że wszystkie opisane osoby oraz wydarzenia „nie miały tak naprawdę nic wspólnego z rzeczywistością, która była o wiele, wiele gorsza”. Mi pozostaje jedynie próba oddzielenia tego, co może być fikcją od tego, co jest prawdą, a jest to niezwykle trudne.
Oho, pociąg stanął, czas wysiadać, ciekawe, kiedy będą następne rozdziały? Może autor udostępni je przez forum? A może wkrótce ukaże się książka? Idąc peronem zerknąłem na stojący opodal samochód, przy którym uwijał się młody chłopak zmieniając koło. Wybuchnąłem głośnym śmiechem, bo w tym momencie przypomniała mi się wypowiedź jednego z bohaterów, który rzekł: „ Idź lepiej napompuj sobie koło zapasowe, bo na opony mózgowe już na pewno za późno”. Cóż poradzę, że skojarzenia są tak silne?

Nie chomikuj! Kup "Misjonarze z Dywanowa. Polski Szwejk na misjiw Iraku cz.I PINKY, czyli nowicjusz"
Władysław Zdanowicz

Średnia ocena czytelników(0):  0
Tutaj możesz dodać własną

Modele kartonowe
Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, zapisz się na listę